malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Rozmaitości: Rozumiem to tak, a Ty?Rozmaitości: nasze eko

Nowości: październik-grudzień 2016

23 listopada 2016

Przemoc społeczna, która - oprócz tego co od lat wiadomo - dotyka też osoby samotne (o jakieś 15 lat młodsza matka z dwojgiem dzieci przechodzi obok kobiety żyjącej samotnie ostentacyjnie odwracając głowę lub ostentacyjnie zadzierając ją do góry i - choć na pewno sąsiadka i na pewno przystępująca do komunii św. - nie powie "dzień dobry"), skromnie ubrane (tak samo, ale dotyczy zachowania młodszego mężczyzny), czasem kobiety za fakt bycia kobietą (kobieta przechodząc koło budowy słyszy nagle wiązankę przekleństw od chwilkę wcześniej milczących robotników), kobiety bezdzietne ("to chociaż adoptuj, jak nie chcesz zajść w ciążę"), osoby młode (widać, że kobieta ma więcej niż 18 lat, ale np. przy zakupie papierosów żąda się od niej dowodu osobistego), osoby nie znające j. angielskiego (np. w restauracji kelner udaje, że nie rozumie w swoim ojczystym języku, a żąda złożenia zamówienia właśnie w j. angielskim), osoby niezrzeszone w żadnej organizacji (uważa się je za podejrzane przez sam fakt niezrzeszania się), artystów ("jeśli artysta, to na pewno ma problemy") tak naprawdę niszczy naszą wolność. Dobrze, że choć siwe włosy cały czas jeszcze budzą szacunek.

10 listopada 2016

Patrząc z perspektywy ludzkiego rozumowania dobro, które przez stulecia wypracował i oferuje Kościół ma obiektywnie najwyższe standardy. To widać bardzo dobrze np. w historii malarstwa zachodnioeuropejskiego, którego rozwój przecież dzieje się w ramach malarstwa religijnego (np. freski Giotta lub rzeźby Michała Anioła). Człowiek nie jest zdeterminowany, a obdarzony wolnością (ale kto utknął w deterministycznych wnykach też nie jest w beznadziejnej sytuacji, bo może się z nich wydobyć wiarą, aby za jakiś czas odnaleźć na ten temat autentyczne dowody), więc może nawet z tymi obiektywnie najwyższymi standardami się nie zaznajamiać i może sobie nawet wrócić do neopogaństwa, co w takiej sytuacji oznacza dla niego rozstanie z tym obiektywnie najlepszym dziedzictwem ludzkości (właśnie dlatego, że jest obdarzony wolnością, czyli - inaczej mówiąc - dlatego, że nie jest zdeterminowany), ale jeśli jest choć odrobinę wrażliwy na filozofię (nawet tę zwykłą, czyli nienaukową) zrozumie, że taka postawa, gdyby ją człowiek przyjął, byłaby oczywistą głupotą, czyli na pewno nie mądrością, a już na pewno nie umiłowaniem mądrości.

2 listopada 2016

Język polski jest naprawdę trudny. Wymaga sporych umiejętności, aby wiadomo było o co w jakiejś wypowiedzi lub w jakimś dialogu chodzi. Przykład: zdanie wypowiedziane w rozmowie, a brzmiące "Czy masz z tych rozmów ze mną satysfakcję?" może oznaczać "Czy już chełpisz się tą swoją przebrzydłą pychą?", ale może też znaczyć "Czy na pewno warto było mi poświęcić tyle czasu?" lub "Czy już wystarczająco odwdzięczyłam się za pomoc, czy wciąż jeszcze za mało?" Dlaczego niezmiennie zachęcam do nauki malowania i rysowania? Ponieważ malowanie i rysowanie może pomóc czasem nawet przełamać poważny kryzys małżeński. Nieprawdopodobne? Ależ jak najbardziej możliwe! Wtedy możliwe, kiedy obraz stanie się nośnikiem treści wcześniej niezauważalnych w przestrzeni małżeńskiej. W innym sensie może pomóc niż przez zainteresowanie w ten sposób odkrytym może nawet talentem. Nawet w innym niż docenienie, że ktoś potrzebuje jakiejś porcji samotności, więc "druga połowa" zamiast za rozpacz bierze się za malarstwo (choć już takie podejście może bardzo wiele zmienić na lepsze, ale znów nie w sensie, że chociaż powstanie jakiś obraz, ale w tym, że okaże się, iż jest małżeństwo, ale nie ma rozpaczy jak się rozlatuje, czyli nie ma powodu do... emocjonalnego szantażu, ponieważ żona czy mąż wcale się nie załamuje, więc nie będzie jak załatwiać kolejnych ustępstw, a jedyne co będzie można to się pogodzić [powiedzieć "przepraszam" i wrócić]). W takim natomiast sensie, że obraz może pomóc odkryć jakąś prawdę o drugim, bardzo bliskim człowieku, którą dopiero poprzez ten obraz da się w ogóle wziąć pod uwagę:
- Jak to? Ty lubisz jasne żółcienie? A ja myślałem, że ciemne brązy. To w takim razie tobie się wcale nie podoba ten zestaw do kawy, który ci kupiłem w tym roku na urodziny.
- Podoba mi się, bo jest od ciebie.

31 października 2016

Polska jest na mapie historii, tym czym Liguria na mapie geografii: ewenementem, którego jakość na pewno trzeba ochraniać, a istotną częścią tej jakości jest wolność (samo jej poczucie nam nie wystarcza, musi być rzeczywistość). Dopiero w perspektywie bezinteresownej życzliwości da się to zobaczyć. Polska jest mądra, inteligenta, tolerancyjna, gościnna, utalentowana, czyniąca pokój. Wciąż czeka na odgruzowanie, ale żyje! Nie zawsze to widać, a czasem nawet rzadko to widać, ale tak jest dlatego, że właśnie jest wciąż... zagruzowana. Takich bardzo poważnych ewenementów na różnego rodzaju mapach jest z pewnością więcej. W naszych czasach na pewno ma znaczenie, że jak jakaś piękna budowla czegoś nie wytrzyma, rekonstruuje się ją, ponieważ to odbudowywanie do formy najbardziej przybliżonej do wersji pierwotnej jest najlepszym lekarstwem na rany, które zniszczenie zadało. W Krakowie, bardzo blisko Wawelu, na Plantach, kiedyś stały sobie dwie śliczne kamienne sówki (duża i mała), ale jedną z nich, tę(ą) malutką, ktoś... chyba ukradł. Duża sowa wyglądała bez tej malutkiej bardzo źle. Taka jedna sama sowa, to właściwie obraz rozpaczy, a nie sowa. W tym roku zauważyłam, że ktoś się zlitował i dorobił aż dwie, więc teraz są trzy.

***

Przebaczenie czasem dotyczy tak poważnych spraw, że sił może wystarczyć tylko na... przebaczenie, ale już nie ma jak wrócić do tego co było przed krzywdą, ponieważ ktoś kto przebaczył może już nie być w stanie sobie poradzić np. z lękiem w relacjach z osobą, której autentycznie przebaczył. Lepiej w ogóle nie wyrządzać krzywd, ponieważ po krzywdzie, pomimo przebaczenia, zmiany mogą się okazać nieodwracalne. Jednak przecież często bywa tak, że nie ma krzywdy, a jest tylko nieporozumienie, zwykłe niedogadanie, które wygląda jak druzgocąca krzywda, ale wcale nią nie jest.

25 października 2016

Miałam jeszcze coś bardzo ważnego do dodania na tematy, które poruszyłam we wcześniejszych wpisach: jako ochrzczeni w niemowlęctwie nie zawsze zdajemy sobie sprawę z sensu daru chrztu w obszarze codziennego życia, a tylko jakoś to pojmujemy w obrębie religijnych przyzwyczajeń, a warto się w tym orientować lepiej, ponieważ wraz z chrztem niemowlę, oprócz tego, że zostaje włączone do Kościoła, zostaje obdarzone egzorcyzmem. To bardzo dużo zmienia w jego życiu, ponieważ od chwili tego egzorcyzmu zostaje z człowieka wyrzucona na zewnątrz siła złości. Zatem w całym życiu dopóki człowiek ochrzczony przeciwstawia się tej sile (nie zgadza się w duszy na nią) cały czas pozostaje ona na zewnątrz (ujawnia się w chwilach słabości jako perfidna pokusa). Sprzątanie domu po kłótni też jest możliwe, ponieważ w sytuacji odmowy przyjęcia złości, do głosu dochodzi siła przebaczenia, a to jest zupełnie inna jakość, ponieważ to jest nadal miłość. Ale jak mąż może się połapać jaką siłą żona sprząta? Jest na to sposób. Powinien do niej powiedzieć: "Żabo moja".

Odreagowywanie złości jest podejmowaniem z nią dialogu, a tego nie tylko nie warto robić, ale tak naprawdę nie wolno! To jest właśnie ta pokusa, żeby człowiek rozmawiał nie z Panem Bogiem, ale ze złością, która na dodatek kłamie, mówiąc, że jest "własna" albo "słuszna". Naprawdę można się nauczyć nosić pokój w sercu. Jak? Z wielkim trudem, ale to jest możliwe. Np. jeśli czujemy złość, można się z nią stawić przed Pana Jezusa i błagać o uwolnienie. Błagać do skutku, czyli tak długo aż ta złość naprawdę przejdzie. W tym najgorszym stanie właśnie dobrze jest stanąć przed Tym, o którym wiemy, że nie ma w Nim w ogóle zła, a nie na jogging, bo jogging podjęty po kłótni jest właśnie formą dialogu ze złością. Wtedy, po jakimś czasie, będzie nawet pewność, że siła złości, jeśli ktoś jest ochrzczony i nie zgadza się na tę siłę (tego niezgadzania, w naszych czasach, niektórzy się muszą uczyć jak jazdy na nartach: "jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz"), jest tylko pokusą, oddziaływaniem z zewnątrz.

24 października 2016

Wydaje mi się bezcenne zauważenie za co św. Joanna Beretta Molla dostała orzeczenie o heroiczności cnót. Nie wiem tego na pewno, czyli też trzeba by to sprawdzić (tylko, że ja nie bardzo mam na to czas, bo tak naprawdę to powinnam malować), ale chyba właśnie za oddanie życia za swoje dziecko, czyli za świadomą i dobrowolną decyzję, żeby przy zagrożeniu życia i dziecka i Jej, czyli w sytuacji albo, albo lekarz nie wahał się i wybrał życie dziecka. To jest bardzo ważne, że to była postawa heroiczna, a nie zwykła. Fakt, że poprzez kanonizację zalecana każdej matce. Chyba, że ja to źle rozumiem.

23 października 2016 (niedziela)

Makabra aborcji jest krytycznie trudna do rozeznania. Oznacza to, że dotknięcie pełnej prawdy na ten temat grozi nawet obłędem! Naprawdę trzeba na to uważać. Nie wiem czy w miarę normalna kobieta w ogóle jest w stanie popełnić aborcję. Raczej coraz bardziej przekonuję się do hipotezy, że to w niej ktoś inny ją dokonuje, np. jakiś hipnotyzer, albo innego sortu manipulator. Zauważyłam, że w j. francuskim jednym słowem określa się aborcję i poronienie. A to są zupełnie inne wydarzenia: aborcja jest świadomym i dobrowolnym zamordowaniem poczętego człowieka; poronienie jest sytuacją naturalnej śmierci w bardzo wczesnej fazie życia. Poronienie dla kobiety w miarę normalnej jest skrajnie traumatycznym przeżyciem, więc co dopiero aborcja. Kobieta jest takim pomysłem Bożym, że naprawdę grzecznościowe pocałowanie jej w dłoń na powitanie czy pożegnanie nie uczyni nikomu żadnej szkody, nawet jak się młodzieży wyda śmieszne, ani przepuszczenie jej pierwszej w drzwiach, ale już pozostawienie jej z ciężarami nie do udźwignięcia, np. z meblami po zakupie do wniesienia, ponieważ młody dostawca wymyślił, że powie, iż dba o swój kręgosłup, więc nie może dźwigać, tak. Kobieta jest naturalnie przygotowana do noszenia dzieci. Jak mężczyźni wykorzystają to przystosowanie na noszenie mebli, to przejdzie kobietom ochota do noszenia niemowląt i to też nie będzie ich wina. Kobieta, która dźwiga ciężary dla niej na pewno za ciężkie albo jest źle wychowana, albo jest ofiarą ukrytych form przemocy (ukrytych form przemocy jest bardzo dużo!). Ale co myśleć o tym, jak kobieta w ogóle przestaje podawać dłoń na powitanie? Niekoniecznie, że to jest upokarzanie mężczyzn, ale czasem, że to jest przejaw przerażenia. Trzeba - jakimś cudem - natworzyć takich okoliczności, żeby kobieta, która przestała podawać rękę, może odzyskała i pamięć i siłę, aby rękę na powitanie znów podać. Jak? Musi zauważyć, że jest komu i to wcale nie jeden raz, bo inaczej zauważy i zapomni. Potem musi sobie popłakać nad powodami, dla których przestała mieć tę siłę, dopiero potem - jeśli nawyk niepodawania ręki jeszcze nie jest zupełnie utrwalony - może się uda, że znów przywita się jak... człowiek. Na tym polega sens porównania, że mężczyzna jest jak słońce, iż chodzi w nim o to, iż mężczyzna ma naturalną siłę, a nawet zasoby tej siły, na bezinteresowne gesty pomagania kobiecie. Nie wolno za te gesty wystawiać rachunku!

W tej perspektywie, którą nakreśliłam powyżej, można spojrzeć nawet na powołanie do życia w zakonie kontemplacyjnym: kobieta z powołaniem, z mozołem, dosłownie w pocie czoła, rozeznaje ile ma sił do życia. No i okazuje się, że tylko tyle, że wystarczy jej na życie w klauzurze i to na dodatek pod kroplówką (codzienna modlitwa, codzienne uczestnictwo we Mszy św., własna droga nawrócenia), ale to co się okazuje niesie prawdziwe szczęście, ponieważ wie na pewno, że po ślubach nic co zrobi, nie zrobi siłą złości, bo tej siły już w niej na 1000% na pewno nie będzie. Dlatego powołania takie są tak bezcenne. To zrezygnowanie z siły złości może się też realizować w życiu w małżeństwie: żona przestaje się przejmować bałaganem, a uczy się przejmować miłością, więc mąż tym chętniej ufa żonie i próbuje pojąć, że jak coś jest nie zrobione, to naprawdę jest tego poważna przyczyna. Trudno, to jest bałagan, ale jak już będzie posprzątane, to z miłości do męża, a nie dlatego, że się trzeba po awanturze uspokajać. W tym kontekście posprzątanie własnego mieszkania z miłości do kogoś innego okazuje się ukrytą formą małżeńskiej niewierności, a wiernością okazuje się... bałagan. Co w takim razie myśleć o sytuacji, kiedy jest miłość w małżeństwie, a sił do posprzątania dalej brakuje? Możliwe, że dzieje się tak dlatego, iż kobieta próbuje zrozumieć coś bardzo trudnego (mówiąc językiem trochę moim i trochę psychoanalizy: szuka drogi do wglądu), a na to idzie ogrom sił, albo ktoś okrada małżeństwo z miłości. Posprzątanie to nie wypłata, a spontaniczna radość. Jak wypłata za dobre zachowanie męża, to wtedy brakuje uczciwości małżeńskiej. Małżeństwo sakramentalne zawarte ważnie, jeśli się rozwiodło, to w sytuacji opamiętania po latach i odkrycia, że jednak prawdziwa miłość, powinno (wiadomo, że we łzach), jednak sobie poradzić i znów się odnaleźć, np. drogą wspomnień. Dorosłe dzieci z drugich związków? Jak się dowiedzą takiej prawdy, że ich rodzice się rozwodzą, ponieważ mają ważny wcześniej zawarty sakrament, powinny się ucieszyć! Jeśli się nie ucieszą, to znaczy, że coś się z nimi porobiło. Przy tej skali ukrytej przemocy jak się dzieje w epoce nowożytnej, to według mojej intuicji dorosłość zaczyna się w wieku 21 lat i dla chłopaka i dla dziewczyny. Jak ktoś porzucił żonę w wieku własnym ok. 70-tki, a oboje są rówieśnikami, a ta młodsza zajdzie w ciążę, to może się ten szczęśliwy powrót do sakramentalnego małżeństwa już nie udać, bo w sytuacji nowego życia, naprawdę dziecko jest ważniejsze. Nie jest dobrem cierpienie dzieci rodziców, którzy się rozwiedli.

Kobiety, które ubierają się wyzywająco są albo faktycznie bezwstydne, albo autentycznie skatowane, ale właśnie ukrytymi formami przemocy. Tego nie widać. Widać tylko to, że są kobiety, które ubierają się wyzywająco. Potrzeba kilku, a czasem nawet kilkunastu lat uczciwości we własnym sercu, ogromu cierpliwości, dobrych, opartych na nieuszkodzonym zaufaniu relacji, delikatności, oczyszczenia z uwiedzeń, co nie może się dziać bez jakiegoś cierpienia, aby to się zaczęło okazywać i to... we własnym sercu. Kobiety ubrane skromnie bywają dyskryminowane. Mówi się, że skromny strój do pracy, to spódnica za kolana i żakiet, ale pracę dostaje się za... dekolt. Natura ludzka intuicyjnie chce widzieć skromność. Proszę spróbować to sprawdzić, bo tu mogę się mylić.

21 października 2016

Kobieta ma naprawdę inną strukturę osobowości, niż mężczyzna. Nie można mieć pretensji do księżyca, że nie jest słońcem. To jest bardzo ważne dla zrozumienia skali tragedii kobiecej psychiki w sytuacji przemocy wobec kobiet. Zupełnie inaczej zadziała ręka podniesiona w geście groźby uderzeniem na kobietę, a zupełnie inaczej na mężczyznę. Kobietę to zawsze załamuje (fakt, że nie zawsze to od razu widać), mężczyzna spróbuje oddać. Tu nie ma skąd wziąć równości (w sensie, że coś jest takie samo), ponieważ jest bardzo poważna różnica (inna jakość, co nie ujmuje godności, bo równa jest godność [i kobiety, i mężczyzni to ludzie lub - mówiąc inaczej - "korona stworzenia"]). Podniesiona ręka męża na żonę w małżeństwie jest taką potwornością, że powinna się zakończyć bardzo poważnym małżeńskim kryzysem, a nawet wątpliwościami czy małżeństwo w ogóle zostało zawarte.

Matka Boża od Mantegni

Chciałabym dziś podać jedną z moich intuicji do rozpoznawania ukrytych form przemocy stosowanych wobec kobiet: jeśli kobieta została uderzona, co się dzieje z siłą tego uderzenia? Różnie, ale w kobiecie zdrowej ta siła może się okazać do rozpoznania w niektórych gestach czułości realizowanych w ramach instynktu macierzyńskiego, a których celem jest większa ochrona dziecka przed właśnie przemocą, czego przykładem może być pochylenie (chodzi mi tu tylko o ruch pochylenia, ponieważ może on być równocześnie skuleniem się po doznanej przemocy). Aby było jaśniejsze co mam na myśli, proszę spojrzeć na gest pochylenia Matki Bożej nad maleńkim Panem Jezusem na rysunku, który wykonałam w latach 2013-2014 (rysunek nawiązuje do jednej ze słynnych prac A. Mantegni).

17 października 2016

Jeśli coś jest problemem ogólnoludzkim (jak problem aborcji), to znaczy, że jest to gatunek spraw typu powódź lub trzęsienie ziemi tylko, że dotyczy człowieka, a dokładniej jego serca, na bardzo dużą skalę. Dlatego, w tego typu sytuacji, mówiąc najogólniej, się idzie i się pomaga. Jak kto umie, np. ucząc się nie wyrzucać psa (obojętne czy rasowego czy wziętego już ze schroniska) lub ucząc się nie wyrzucać starych obrazów (czym innym własna praca twórcza, która jest często jak pisanie listów [nie zawsze się uda za pierwszym razem dobrze sformułować myśli] a czym innym dbanie o dzieło już skończone [poczęty człowiek]), albo - na jeszcze jeden przykład - ucząc się robienia ziemi od podstaw (to jest proste: potrzeba do tego np. pozostałości z obierania warzyw i owoców, ale też dobre są do tego liście). Chodzi o cokolwiek, ale w tego typu klimacie, czyli o to, co daje prawdziwą szansę na trwałą na ten temat naszą ludzką wrażliwość. Tu nie ma w ogóle mowy o magicznym myśleniu, czyli o sytuacji myślenia, że jak ja zrobię ziemię, to ktoś gdzieś nie popełni aborcji. Nie o to tu chodzi, a o to: jak ja nauczę się szanować nawet obierki z warzyw i owoców, a potem zobaczę, że dzięki temu mam nie tylko rewelacyjną i ekologiczną ziemię, która równocześnie jest też nawozem, ale mam przez to prawie darmową zdrową żywność, ponieważ na tej ziemi wyrosły świetne np. truskawki, to te truskawki, jak je zjem i nie dostanę od nich uczulenia dadzą mi tyle radości (witamin), że okaże się, iż bez problemu siądę przed komputerem i poczytam co to takiego ta blastula (że człowiek, tylko bardzo, bardzo malutki i jeszcze nie podobny). Następnie, po drugiej porcji tych truskawek, poczytam dokładnie na czym polega naprotechnologia, a po trzeciej - o skutecznych sposobach unikania badania HSG. To co napisałam w tym akapicie jest pomaganiem, ponieważ od lat robię kompost, więc już sporo się naczytałam. Na ziemi kompostowej uprawiam... poziomki. Jeśli przechodzę na nawóz sztuczny, przestaje mi się chcieć je jeść (to napisałam na pomoc osobom ze skłonnościami do anoreksji, ale też a propos syntetyków [dłużej przeżyjemy w stertach pudełek kartonowych, niż w stertach pudełek z plastiku]).

16 października 2016 (niedziela)

Sprzeciwianie się aborcji, to - na moje wyczucie - nie tylko ratowanie życia poczętym dzieciom, ale też własnego (to się może przekładać na bardzo konkretne sytuacje, np. na sytuacje potknięć, które nie kończą się złamaniami lub sytuacje lżejszych złamań lub lekkiego zranienia przy jakimś majsterkowaniu, a nie takiego, że trzeba wzywać pogotowie, albo nawet na siłę pomagającą odwrócić głowę od na pewno traumatyzujących zdjęć zamordowanych aborcją poczętych dzieci itd., co dodatkowo oznacza nawet ekonomiczny zysk lub przynajmniej mniejszą stratę [proszę się nie martwić, że wtedy nie będzie pracy; będzie praca, ponieważ cały świat aż tonie w kiczu, a wysokich standardów estetycznych bać się jest niedorzecznością {nie mam teraz na myśli operacji plastycznych, ale raczej przemysł prezentowy}]). Pamiętam, że św. Jan Paweł II kiedyś powiedział, że nie ma przyszłości naród, który zabija dzieci (możliwe, że nie ma też takiej przyszłości ten, kto w sposób mniej wyraźny zabija człowieka, czyli np. makabrycznie zanieczyszcza środowisko, ponieważ najprawdopodobniej, bez podjęcia drogi nawrócenia, zmieniają się wtedy ludzkie standardy światopoglądowe lub kończą się siły, żeby promować lub bronić tych standardów, które są obiektywnie najlepsze). Ojciec Święty Franciszek natomiast kiedyś przed niedzielną modlitwą Anioł Pański zwrócił uwagę na fakt, iż nie jest tragedia aborcji problemem religijnym, ale ogólnoludzkim. Jeśli tak, to - przecież życie wciąż jest dla nas jakąś tajemnicą - nie da się wykluczyć, że jeśli gdzieś na świecie dzieją się aborcje, to gdzieś na świecie dzieją się też inne tragedie, które autentycznie dzieją się np. siłą poaborcyjnego impetu (co może na przykład, jeśli właśnie uda się opanować aborcje, okazać się udowodnionym faktem za - powiedzmy 50 czy 100 lat - w wyniku jakiegoś naukowego odkrycia przy okazji prowadzenia badań na zupełnie inny temat). Wydaje mi się, że da się już teraz sprawdzać czy faktycznie można przypuszczać taką zależność. Mogą to zrobić kobiety, które stosują hormonalną antykoncepcję, odkładając ją i podejmując dzieło wspaniałomyślnego wsłuchiwania się we własny organizm, we własne uczucia, a nawet emocje po takiej decyzji. Św. Teresa od Jezusa gdzieś w swoich Pismach, ale nie pamiętam dokładnie w której książce to przeczytałam, daje taką duchową wskazówkę: można mieć łaskę zrozumienia jakiejś prawdy, ale nie mieć wcale lub przez jakiś czas łaski wypowiedzenia jej. Ale przecież trzeba od czegoś zacząć.

***

To niedobrze, że programy komputerowe słówka takie jak: "traumatyzujących", "poaborcyjnego", "systematyczności" lub "wspaniałomyślnego", nie mówiąc już o "transcendentnego" uważają za polonistycznie błędne.

14 października 2016

Wolność w ogóle nie polega na niszczeniu, ale na wyborze, a miłość polega na wyborze obiektywnie większego dobra. Przykład: Nie używam mojej wolności do tego, aby przeforsować ideę życia w ogóle bez psów, ale do tego, aby wybrać dla siebie lub dla kogoś - jeśli oczywiście chcę mieć w domu psa - czy ma to być pies rasowy czy może ze schroniska, ponieważ ma służyć jakimś konkretnym celom. Może np. pomagać chodzić na spacery i nawiązywać lub podtrzymywać dobre relacje sąsiedzkie. Może np. pomagać nauczyć się systematyczności itd.

13 października 2016

W temacie ratowania poczętych dzieci chciałam powiedzieć, że według mnie tu jest w sumieniu obowiązek niesienia pomocy (często tak samo jak ofiarom wypadku na drodze). Właściwie nie można tego zaniechać, bo to jest ratowanie ludzkiego życia. Kto na pewno chce ratować, a chwilowo nie może, to niech się tym nie zamartwia, bo pewnie dlatego nie może, że jest w szoku związanym z pojmowaniem czym jest aborcja. Trzeba czasu, żeby się po tym pozbierać. Zdrowa kobieta, po tym rozeznaniu, tak naprawdę powinna wpaść na chwilkę w histerię, a kobieta, która jest praktykującą katoliczką prawdopodobnie otrzyma "dar łez". Kobieta nie kura, ale poczęte dziecko nie jest częścią organizmu kobiety (jak jajko nie jest częścią kury), a odrębnym, chwilowo zależnym bytem! Jak brakuje uczuć macierzyńskich do tego bytu, to nic nie szkodzi, wystarczy litość, żeby się nie targnąć na życie człowieka (kto ma zdrowy instynkt macierzyński lub ojcowski kocha swoje dzieci już przed ich poczęciem [jak tę miłość rozpoznać? Np. jeśli się narzeczonemu zdarza gest pogłaskania brzucha narzeczonej jeszcze przed ślubem]). Jajka kurze zjadamy, życia kurczaków nie ratujemy, bo kura i kurczaki to nie ludzie. Próbuje się przekonywać, że zapłodnione, ludzkie jajeczko to nie człowiek! A jednak człowiek (nie ma zniszczenia, jajeczko, w wyniku poczęcia, nie ulega żadnej zagładzie, ale dokonuje się właściwie równorzędna, choć różna, przemiana dwóch komórek w jakiegoś rodzaju fuzji, co nadal pozostaje tajemnicą, ale na moje wyczucie nie ma tu zniszczenia [trudno mi tu wyrazić moją myśl, ale chodzi mi mniej więcej o to, że nie ma niszczenia gliny jak się z niej lepi garnek, albo jeszcze lepiej to wyrażę: nie ma w tej przemianie żadnej złości]). Zagnieżdżenie nie ma tu nic do rzeczy. Nie może być fakt zagnieżdżenia kryterium człowieczeństwa. Poczęcie! jest tym kryterium. Przecież wiadomo, że zdarzają się ciąże tzw. pozamaciczne. Według mnie nie ma jak ruszyć z tematem malarstwa, jeśli się nie przepracuje osobiście tematu aborcji i nie pokocha bezinteresownie życia. Przecież prawdziwe malarstwo bierze się z jakiegoś zachwytu właśnie życiem!

7 października 2016

To co nazywamy chrześcijańskim dziedzictwem Europy to nie tylko obiektywnie przepiękne zabytkowe kościoły z ich blaskiem i wystrojem. To także sposób naszego życia społecznego, który się wyraża np. w obowiązku udzielania pomocy poszkodowanym (przecież ten obowiązek jest miłosierdziem! Przecież to jest postawa miłosiernego Samarytanina). Kto wierzy w reinkarnację, może nie mieć sił, aby pomagać, bo może go zablokować myśl, że pewnie ten poszkodowany sam sobie jest winien, więc musi swoje odcierpieć. A nie wolno tak pomyśleć! Nie nam oceniać. Ale przecież wsparciem/pomocą jest czasem samo wysłuchanie. Potrzeba jednak zachęty, aby jakiś w czymś poszkodowany był w stanie z tego typu wsparcia/pomocy skorzystać. Przecież kto pomagał ofiarom wypadku też jest pod wpływem stresu i potrzebuje choć odrobiny zrozumienia: "Opowiedz mi dokładnie jak to było" lub "Wiesz? Tak sobie ułożyłam/ułożyłem moje życie, że we wtorki między 18-tą a 20-tą, jeśli potrzebujesz, zawsze możesz do mnie wpaść pogadać". Nie bierze się za to pieniędzy. Raczej trzeba je wydać, bo przecież trzeba łzom zaproponować chociaż kawę. Miłosierny Samarytanin nie wystawił rachunku. Innym problemem jest sytuacja:
- Wiesz, że moja żona jest o ciebie zazdrosna?
- O mnie?! Zwariowała? Przecież my się przyjaźnimy od pierwszej klasy podstawówki!
- Nie udało mi się jej przekonać, że niesłuszna ta zazdrość. Aby moje małżeństwo się nie rozleciało, muszę zrezygnować z przyjaźni z tobą. Nie wiedziałem o tej zazdrości przed ślubem. Wiesz co? Wiem, że zrozumiesz.
- Ale draństwo! Przecież miałeś mi zastępować rodzonego brata i tyle lat myślałam, że tak było!

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

Niektóre intelektualne protesty wyglądają tak, jakby ktoś się oburzał na to, że koło, które przede wszystkim służy do konstruowania pojazdów ktoś użył do zbudowania żaren i robi taką formą, którą nie on wynalazł, świetną mąkę. Ale jak się wymyśla koło? Bardzo prosto: trzeba spojrzeć na słońce lub księżyc, pomyśleć i... gotowe. Każdy to może zrobić. Nawet dziś.

14 lutego 2016 r.

© malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2017.