malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Nowości: styczeń-marzec 2016

1 marca 2016

Pokochać blastule. Dobrze jest pokochać blastule. Można pokochać blastule. A nawet da się je pokochać. Warto i da się dostrzec, że one też domagają się miłości. Przecież taki ładny i kolorowy jest... hydrożel. A jaki teraz zrobił się modny? Najnowszej generacji żołnierze wyklęci.

Akapit zainspirowany książką Ks. Dra Mieczysława Malińskiego Pokochać życie.

18 lutego 2016

Męczennicy Kościoła to taka rana ludzkości, która goi się tylko w akcie czci. Osobiście uważam, że malowanie wizerunków Świętych jest formą czci. To, że nie tylko ja tak myślę od jakiegoś czasu można zobaczyć np. w Krakowie. Tam, gdzie od lat jest malowany na murze wizerunek św. Jana Pawła II. Krakowianie powinni wiedzieć, o którym miejscu tu mówię. Ludzie się nawracają. To już widać.

***

Faktem jest, że żyjemy w trudnych czasach. Człowiek, zanim się uformuje, już musi się tłumaczyć ze swojego istnienia i że jednak jest człowiekiem.

***

A czymże jest filozofia dla kobiet? Świadectwem dla nas, że jednak się umie pomyśleć.

17 lutego i 2 marca 2016

Czasem jest tak, że jakieś nie zajmowanie się czymś nie mieści się w  metaforycznym pojęciu „cichych dni”, ponieważ wynika z braku czasu i w związku z tym z decyzji, żeby coś odłożyć. Wtedy właśnie jest tak, że nie ma co liczyć. Ale hierarchia wartości jest oczywista: najpierw ratuje się życie człowieka. W dzisiejszych czasach w największym niebezpieczeństwie jest człowiek w formie blastuli. Walka o ludzkie życie toczy się w kobiecych sercach.

***

Jeśli nie przywiążemy serc do jasnych i pastelowych kolorów prawdziwych fresków, one w końcu zginą pod naporem różnych współczesnych bardzo sztucznych jaskrawości, które nie są tym samym co kolory natury, które z natury swojej nie bolą, a tylko chcą, żeby je od czasu do czasu podziwiać.

16 lutego 2016

Coś może wyglądać na to samo, a być czymś innym: w przebaczeniu chodzi o to, żeby zapomnieć o doznanych krzywdach i żeby relacje były takie jak wtedy, kiedy były na pewno dobre, więc do tego co bardzo bolesne wydaje się, że należałoby nie wracać. Jednak rana po doznanej krzywdzie zdarza się, że się nie goi. Może wtedy potrzebować środka na zagojenie, a takim środkiem m. in. jest mówienie o bólu. Dlatego jak jest taka możliwość, to od czasu do czasu, nawet jak się już było, znów się jedzie zobaczyć świadectwo czasów II wojny światowej w Auschwitz-Birnekau i gdzie indziej. W pewnym sensie jest to „rozdrapywanie” tej rany, ale wiem z doświadczenia, że czasem nawet w stomatologii rozdrapuje się rankę (i to nie jeden raz) po usuniętym zębie, aby się wreszcie dobrze zagoiła (żeby nie było kości na wierzchu). Inną już sprawą jest to, że rana, która nie chciała mi się zagoić była raną po dość zdrowym zębie. Przypomniały mi się dawne dzieje. To mi się przydarzyło na początku lat 90-tych. Teraz okazuje się, że mi się to zaczyna przydawać (na ten akapit). Filmy z makabrycznymi scenami też ranią, choć to fikcja i przyznam się, że nie wiem jak bez pomocy dobrej psychoterapii lub modlitwy zdrowieć po tym. Człowiek na szokujący obraz różnie reaguje. Czasem amnezją, więc potem długo nie wie kto mu co zrobił i myśli - jak mu się poda taką wredną sugestię, że... najbliższa rodzina. Ale i to da się sprawdzić. Jak? Całkiem prosto: wzięciem sobie do serca IV przykazania Dekalogu.

13 lutego 2016

Wydaje mi się, że właśnie dookreślanie własnej tożsamości owocuje jednością (jedność nie oznacza uidentycznienia, bardziej akceptację), ponieważ wtedy nie ma poczucia zagrożenia, a jest odnajdywanie prawdy. To co inne może, a nawet - jeśli dobre - powinno się podobać. Podobanie się nie zagraża wierności. Jest jak docenienie prawdziwej wartości. Stwarza przestrzeń naturalnego uspokajania się lęków, które jednak nie powinny całkiem zniknąć, aby było wiadomo, że nie zanosi się na burzę. W metaforze malarskiej można tu wziąć pod uwagę - dla zrozumienia - odkrytą w renesansie perspektywę powietrzną lub nawet barwną; to, że perspektywa (w innej jeszcze siatce pojęć: filtr, a w jeszcze innej - np. raster), choćby w odrobinie, jednak powinna być, a i przedstawiający charakter malarstwa jednak powinien ocaleć. No i przebaczenie lub widzialny znak przepracowania jakiegoś tematu poprzez malowanie obrazów i ikon - przez osoby, których nigdy by się o to nie podejrzewało - też. A malarstwo? Da się je zobaczyć i na obrazach i na ikonach. Choć nie za często. Ikona, obraz, malarstwo - trzy różne rzeczywistości. Żadnej nie trzeba zwalczać.

9 lutego 2016

Dobrze jest wiedzieć czego ktoś na pewno nie może mieć na myśli.

8 i 10 lutego oraz 19 kwietnia 2016

Znów miałabym tu coś do powiedzenia (choć już myślałam, że nic), o czym wcześniej nie pisałam, ponieważ miałam nadzieję, że to pozostanie czytelne: Matka Boża na obrazie przedstawiającym Matkę Bożą Kideńską choć wyraźnie nawiązuje do obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, nie ma szram na policzku. To wyraz, za pomocą artystycznych środków, mojego osobistego przebaczenia Szwedom. Doszłam do wniosku, że najwyższa pora coś komuś przebaczyć w taki sposób, aby to było widać nawet na obrazie. Z tego samego powodu sięgnęłam przed laty po malowanie ikon, choć jestem miłośniczką sztuki zachodniej. Obraz Matki Bożej Kideńskiej jest jednak na pewno obrazem. Poza tym moje malarstwo jest próbą wyrażenia akceptacji dla zdania św. Brata Alberta, który chyba doszedł do słusznego wniosku, że malarstwo to bałwochwalstwo. Tę akceptację staram się wyrażać w taki sposób, aby spod sterty bałwanów (mówiąc jaśniej co mam tu na myśli: spod sterty np. zachwytów biorących się z bezmyślnego patrzenia na udane pociągnięcie pędzla czyli zachwytów właśnie samym malarstwem [które przecież z religią ma wspólnego tyle, że jest dla niej jakimś bardzo dobrym narzędziem wypowiedzi, czyli ma dużo wspólnego, dlatego więc istnieje ryzyko bałwochwalstwa, przekierowania pełnej czci uwagi z drogi Bożej na jakąś wirtuozerię], a nie obrazem) jednak wydobyć dobro. Stąd te moje „bohomazy” (pejzaże, kwiatki itd.; nie nazywam obrazów religijnych bohomazami, ani nawet „bohomazami”! Myślałam, że to jest oczywiste, ale może nie, więc na wszelki wypadek i to wyjaśniam). Nie przypuszczam, aby św. Brat Albert mówiąc, że malarstwo to bałwochwalstwo miał na myśli obraz jako taki, ale najprawdopodobniej mogło Świętemu chodzić o siłę odciągającą od modlitwy w stronę samej estetyki i o treść niektórych przedstawień. Przecież obraz Ecce Homo na pewno nie jest bałwochwalstwem, a na pewno jest rewelacyjnym obrazem.

6 lutego 2016

A jednak jest coś jeszcze do napisania na tej stronie: O tym, że Polska jest częścią świata rzymskokatolickiego dał świadectwo N. Davis w książce Boże igrzysko. To ma znaczenie dla umocnienia i uwyraźnienia naszej sztuki.

2 lutego 2016

Na stronie www.malarstwoity.pl jest już dużo napisane i... narobione. Powinno z grubsza wystarczyć, żeby jednych ucieszyć, innym otrzeć łzy, a jeszcze innych zachęcić do malowania i rysowania.

21 stycznia 2016

Nie wiem co jeszcze napisać na stronie takiej jak ta, żeby to miało „ręce i nogi”.

19 stycznia 2016

Po świętach: Jak ktoś jest szczupły i mówi, że ma tendencję do tycia, to trzeba mu uwierzyć, a nie brać się za tuczenie go, aby się przekonać, że nie kłamie.

To co napisałam powyżej, to tylko przykład na pewien rodzaj rzeczywistości, dość okrutnej.

***

Nie wiem czy otyłość jest chorobą, tzn czy ma podłoże endogenne. Być może jest uwidocznionym skutkiem jakiś ukrytych form przemocy, a jeśli nie chorobą i uwidocznionym skutkiem przemocy, to jest jakimś rodzajem uszkodzenia, potrzebuje więc czasu i warunków na zagojenie się.

11 stycznia 2016

Aby mieć uzasadnienie do pretensji, że ktoś milczy, trzeba choć przez chwilę przestać do niego mówić.

powrót

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

© - malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2017.