malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Nowości: październik-grudzień 2015

17 grudnia 2015

Przy okazji czasu przygotowań do nadchodzących Świąt chciałabym wyakcentować ten fakt, że każdy człowiek ma prawo do nawrócenia, czyli do stawania się coraz lepszym. Można się jakoś poprawić nawet z dnia na dzień, a co dopiero przez miesiąc lub przez - powiedzmy - 10 lat. Inną już sprawą jest obmyślanie sposobu jak dotrzeć z tym rodzajem dobrej nowiny do naszych Znajomych. W każdym razie warto w ten sposób spojrzeć na innych w perspektywie przebaczenia, czyli ze świadomością, że oni też się nawracają, też - przynajmniej niektórzy - starają się być coraz lepsi. Jak dobrze jest zapominać, że ktoś nam kiedyś wyrządził jakąś krzywdę i się do niego choć z daleka uśmiechnąć. Zwłaszcza, że z takiego uśmiechu, dodatkowo, pewnie przybędzie gdzieś na świecie jakaś kolejna kromka chleba na Boże Narodzenie, dla głodnych.

16 grudnia 2015

Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że jak już kompletnie nie wiadomo co robić, a wiadomo, że coś trzeba robić, żeby pomagać, to czasem nawet to, że się nie przestaje myśleć o tym jak pomóc, czyli praca nad ochroną własnych uczuć, własnej wrażliwości przed zobojętnieniem i zapomnieniem o cudzych tragediach już niesie nadzieję na szczęśliwy ich finał. Jakie to tragedie? Mówi o nich PKwP.

15 grudnia 2015

Osoby, które zauważyły u siebie pogorszenie pamięci tzw. operacyjnej mogą ją ćwiczyć nie tylko poprzez pisanie np. listów, ale też ucząc się rysowania perspektywy linearnej.

13 i 14 grudnia 2015

Z okazji rozpoczęcia Nadzwyczajnego Roku Miłosierdzia chciałam wyrazić pewien pomysł: chyba byłoby do odnalezienia w Kościele Rzymskokatolickim autentyczne zapotrzebowanie na zorganizowanie, np. we wszystkich większych miastach, Duszpasterstw Żon i Mężów Porzuconych Pragnących Dochować Wierności Swoim Małżonkom.

Nie każda porzucona żona i nie każdy porzucony mąż chce sprawdzać czy jego małżeństwo było ważnie zawarte. Wydaje mi się nawet coś jeszcze: sakrament małżeństwa nieważnie zawarty wcale nie musi oznaczać, że nie było pomiędzy tą kobietą a tym mężczyzną prawdziwej miłości, czyli stwierdzenie nieważności małżeństwa nie musi równać się braku miłości pomiędzy tym dwojgiem ludzi, którzy otrzymali takie orzeczenie. Mogła być miłość, ale np. nie dojrzała ta miłość na tyle, aby z niej doszło do udzielenia sobie nawzajem sakramentu. Może z powodu zaniedbań w rozeznawaniu życiowego powołania? A może z powodu jakiegoś zmanipulowania choćby jednej osoby, która - gdyby tego zmanipulowania nie było - z całą pewnością zostałaby księdzem lub siostrą zakonną, a nie mężem czy żoną. Podobno nawet jak się człowiek trochę zagmatwa w swoich życiowych decyzjach, to i tak niektórzy umieją w nim dostrzec to pierwsze powołanie, które mu Bóg zaplanował. Ale osobiście uważam, że jeśli są autentyczne do tego powody, da się sobie, a może nawet komuś wymodlić zmianę życiowego powołania. Nie przypuszczam, żeby czyjaś zachcianka była autentycznym powodem do zmiany życiowego powołania, ale dzieci już chyba tak, bo każde dziecko jest dowodem na miłość. Zatem reasumując ten krótki tekst można dać jakiś przykład: jeśli ktoś miał być wspaniałym księdzem, ale nie rozeznał tego w porę, więc się ożenił i ma np. nie tylko wspaniałą żonę, ale też piątkę wspaniałych dzieciaków, to... może zostać diakonem.

***

Można mieć takie sny, które nie tylko są piękne i kolorowe, i... nicnieniszczące, ale jeszcze na dodatek nie są żadną odwrotnością.

12 i 13 grudnia 2015

Jeśli w dżinizmie faktycznie chodzi o wyrażanie ogromnego szacunku dla życia to ma to całkiem sensowny sens. Pod warunkiem jednakże, iż nie chodzi tam np. o oddawanie ludzkiego życia za komary. Człowiek jest człowiekiem. To inna jakość. A jak, będąc człowiekiem, nie ugryźć drugiego człowieka? Trzeba się karmić w inny sposób.

Ale jak się ma mało lat, to jak pojąć co to znaczy „nie ugryźć drugiego człowieka”? Poprzez myślenie niedosłowne: „nie ugryźć drugiego człowieka” znaczy tyle samo, co „jeśli ktoś się przewróci, to ktoś kto czuje się na siłach pomaga mu wstać, a nie stoi i śmieje się z jego upadku”.

11 grudnia 2015

Żeby przyjąć na stałe bardzo piękne określenie na to co się obecnie nazywa martwą naturą, a kiedyś zostało ujęte w słowa ciche życie, czyli żeby się jakoś spróbować przyzwyczaić do określenia o życiu w kontekście przeróżnych malarskich kompozycji, a zrezygnować z tego turpizmu, można podjąć taki rodzaj ćwiczenia na 5 lat: nie zerwać tego co ładne, nie dołamać tego co nadłamane.

Nawet na drzewach rany się goją.

9 grudnia 2015

Malarstwo przedstawiające nie równa się malarstwo realistyczne.

8 grudnia 2015

Niepokoję się o siebie bardzo poważnie zawsze wtedy, gdy z jakiegoś powodu zaniedbuję modlitwę różańcową w ilości najmniej 1 tajemnica dziennie (intencja tej modlitwy jest już mniej dla mnie istotna, choć nie bez znaczenia). Właściwie tylko wtedy niepokoję się o siebie bardzo poważnie.

2 grudnia 2015

Mam pewien pomysł na rozumienie dobrej psychoterapii. W tym rozumieniu chyba sporo problemów ma szansę zniknąć. Po pierwsze sprawa pieniędzy. Psychoterapia powinna być sytuacją płatną, ponieważ dopiero to nie pozostawia złudzeń co do nadziei osobistych. Ten brak złudzeń jest potrzebny po pierwsze po to, aby można było popracować nad własnymi problemami bez poczucia zobowiązania (poczucie zobowiązania jest „załatwione” kwotą pieniędzy), a po drugie dlatego, że na psychoterapii wyciąga się jakby kondens problemów życiowych człowieka, czyli nie może być mowy o sytuacji identycznej jak w życiu codziennym, a jeśli tak (jeśli na dobrej psychoterapii rzeczywiście wyciąga się ten kondens życiowych problemów osoby w terapii), to w pewnym sensie „gratisem” na zakończenie całej pracy powinien być do przepracowania ból rozstania, co może się nie udać, jeśli nie będzie psychoterapia trochę kosztowała właśnie pieniędzy. Jakby tu znaleźć analogię tego bólu rozstania w życiu? W przypadku wierzących i praktykujących katolików analogią tego rozstania byłoby rozstanie przez wypadnięcie z łaski uświęcającej, ale też nie do końca, ponieważ jak człowiek się nawraca znów „wskakuje” na swoje miejsce. Inaczej jest w kierownictwie duchowym: nie potrzeba, a nawet chyba nie powinno być rozstań. Jedyne na czym się pracuje to rodzaj dystansu. Nawet nie wolno się tu rozstać, ponieważ to jest rodzaj więzi braterskiej, która powinna pozostać i dojrzewać już potem przez całe życie. Tak odważnie myślę, że w kierownictwie duchowym nie powinno być rozstań, że ośmielę się tu napisać, iż jak dochodzi jednak do rozstania, to można to odczytać jako znak, iż była to relacja psychoterapeutyczna. Patrząc w ten sposób na te dwie jakości duchowych relacji, da się zauważyć, że jedne i drugie są i ważne, i potrzebne, ale bardzo się od siebie różnią i dotyczą/powinny dotyczyć innych spraw. Psychoterapeuci, którzy wchodzą w prywatne relacje z osobami, którym pomagają według mnie są nic nie warci (nie jako ludzie, ale jako psychoterapeuci). Kierownicy duchowi według mnie nawiązują tylko relacje prywatne, ale są one inne niż jesteśmy przyzwyczajeni, ponieważ niosą wyjaśnienia i pomoc w obszarach dotyczących wiary. Odróżniłabym jeszcze psychoterapię od psychowsparcia, czyli leczenie, operowanie, składanie po złamaniach od wsparcia dla osób samotnych wbrew ich woli, chorych, opuszczonych, zdradzonych i starszych (te wszystkie trudności w życiu nie są chorobami psychicznymi, a szukanie wsparcia w takich sytuacjach objawem pragnienia życia i w szczęściu i zdrowiu! to jest w pewnym sensie profilaktyka przeciwdepresyjna). Psychowsparcie mogłoby przechodzić potem do prywatnych relacji, ale powinno też być płatne (jednak nie tak drogie jak psychoterapia, np. 2/3 niższej ceny), ponieważ jego głównym zadaniem byłoby podtrzymać w człowieku jego naturalną radość życia, a ludzie są różni: jednego cieszy to, że ktoś zarabia, innego to, że ktoś dobrze wygląda, jeszcze kogoś innego to, że ktoś zrobił dobry uczynek i raz nic nie policzył za kolejną sesję psychowsparcia, a jeszcze innego to, że relacja płatna okazała się w pewnym momencie już niepotrzebna, a człowiek okazał się fajny jako kandydat na prawdziwego przyjaciela, a jeszcze innego to, że jak odzyskał siły, to wraca do swoich spraw i nie korzysta więcej z psychowsparcia itd. W tej chwili rolę psychowsparciuchów pełnią psychoterapeuci i czasem psychologowie. Nie wiem jak można wykluczać ze społeczeństwa osoby, które po jakiś życiowych tragediach skorzystały z tego typu wsparcia, a robi się to... plotką: „Wiesz moja kochana sąsiadko, gdzie chodzi nasza ulubiona kuma? Na psychoterapię chodzi. Sama widziałam. Wiesz co znaczy? To znaczy, że ona jest psychiczna. Ma pieniądze, więc nie leczy się z funduszu, tylko chodzi do tego najdroższego w mieście psychoterapeuty. Dobrze, że chodzi. Bez tej psychoterapii na pewno by ją zamknęli w zakładzie dla obłąkanych.” A ona, ta kuma biedna, chodzi na... superwizję, żeby właśnie jak najlepiej wspierać tych, którzy naprawdę nie chcą się rozlecieć.

1 grudnia 2015

Przyszło mi na myśl dziś coś co mnie zaskoczyło: prace G. Arcimbolda (1527-1593) to rodzaj poczucia humoru. Da się je oglądać w taki sposób, aby w ogóle nie widzieć w nich malarstwa i równocześnie, aby się w ogóle na nie nie oburzać. Natomiast nie da się nie patrzeć na malarstwo, kiedy się ogląda obrazy Rafaela (1483-1520). W tej sytuacji jedynym sposobem, aby nie patrzyć na malarstwo jest nie patrzeć na te obrazy. Ale tu jest miejsce na jeszcze jedno spostrzeżenie: kiedy się patrzy na bardzo dobre malarstwo, nie może być mowy ani o zazdrości, ani o uwiedzeniu, ani nawet o przypływie sił do namalowania lepszego obrazu (następuje hamowanie na podziwie). Jeśli ktoś czuje przy takim malarstwie zazdrość to znaczy, że nie widzi malarstwa, a jeśli ktoś się czuje uwodzony, to znaczy, że nie rozumie estetyki; sytuacja chwilowego wrażenia, że się namaluje lepiej zapełnia strychowe kąty kolejną porcją bohomazów.

28 listopada 2015

Czasem jest tak w życiu, że dociera się do końca rozeznawania jakiegoś tematu. Tak jest wtedy, kiedy wszystkie próby zakwestionowania tego co zostało rozeznane jakoś nie wytrzymują (okazują się błędne lub fragmentaryczne). To nie oznacza końca świata, ponieważ takie zrozumienie jakiegoś jednego tematu bardzo pomaga, a niczego nie zmienia w zastanej sytuacji zewnętrznej. Przykład: zakony żebracze powstały po to, aby kobiety miały gdzie odzyskać całą swoją godność. Nigdzie indziej to nie jest możliwe na sposób całościowy i trwały. Każda kobieta może tego doświadczyć, ale potrzebna jest determinacja w cierpliwości, potrzeba na to zakonów żebraczych i potrzeba na to prawdziwych lat.

***

Cała historia malarstwa i rzeźby w sztuce Europy zachodniej mówi o tym jak bardzo ciało człowieka jest piękne. Nie trzeba wielkiego artystycznego wykształcenia, aby zauważyć, że artysta, dostrzegając historię ludzkiego życia w postaciach, które pędzlem bądź dłutem kreuje nie neguje ciała. Nie neguje go, ale je studiuje, a studiując wpisuje w jakość tych artystycznych studiów nie tylko sens ukazywanego tematu, ale też część historii swojego własnego życia. Tak jest w twórczości Michała Anioła, tak jest w twórczości Tycjana. Ale wiadomo, że nie tylko. Pokorne studium życia może się realizować poprzez ukazywanie w malarstwie i w rzeźbie ludzkiego ciała, a jeśli gdzieś pojawia się deformacja, to też z bardzo przejmującą treścią do odczytania.

27 listopada 2015

Też jestem człowiekiem. Im więcej słyszę horrorów w wiadomościach, tym mniej mam sił do malowania, ponieważ muszę je zużywać na trzymanie się w dobrej formie. Po bombardowaniu przerażającymi wiadomościami na zewnątrz niewiele się człowiek zmienia, ale ogrom sił idzie na trzymanie się. Potrzeba zaczerpnąć z dobrego źródła.

***

Przykazanie miłości w części, która dotyczy miłości bliźniego ma chyba jeszcze głębszy sens niż nam się wydaje. Jeśli bliźnim jest ten, kto pomaga, a potrzebującym ten, kto został jakoś poszkodowany, to jeśli my nie jesteśmy akurat poszkodowani możemy dołożyć w naszych czasach trudu i poszukać tych, którym trzeba pomóc (opatrzeć rany, otrzeć z oczu łzy, dać jeść). Nie wolno Pana Boga obwiniać za okrucieństwa, które się dzieją na świecie, ponieważ tylko środowisko wolności (wolności, to nie znaczy, że samowoli! a w naszych czasach  z całym szacunkiem dla wielowiekowego dziedzictwa ludzkości) daje możliwość, aby miłość była żywa.

26 i 27 listopada 2015

Uważam, że najmniej traumatyzującym miejscem spotkania człowieka z człowiekiem jest filozofia, czyli umiłowanie mądrości. Spotkanie to realizuje się w poszukiwaniu odpowiedzi na następujące pytania: 1. Co pozwala Tobie, a co pozwala mi przeżywać życie szczęśliwie? oraz 2. Czym jest prawdziwa mądrość?

Dopiero kiedy poczujemy się niezagrożeni w swoich religijnych tożsamościach (przy oczywistym założeniu, że nikt nikogo nie krzywdzi) będziemy mogli spojrzeć na siebie bez przerażenia i z nadzieją na wzajemne zrozumienie.

24 listopada 2015

Chrońmy oczy przed przemocą w mediach, bo nam zabraknie sił do pomagania. Nie tylko oczy dzieci, nasze też. Nie z lenistwa „nic nam się nie chce”, tylko z przytłoczenia ogromem oglądanych okrucieństw.

23 listopada 2015

Wobec dużych pieniędzy nie trzeba się bać, ponieważ człowiek pozostaje człowiekiem i jak go na coś stać i jak go na coś nie stać. Bogaty może ratować życie, biedny może ratować życie. Każdy może decydować co kupić a czego nie sprzedać. Jeśli nie może, oznacza to, że gdzieś jest jakoś zniewalany. Nędza jest bardzo poważnym problemem. Chyba jest gorsza nawet od biedy, a ubóstwo wydaje się przy niej jak utuczone dobrobytem, ale ten sposób widzenia ubóstwa może być związanym z jakąś duchową anoreksją. Nie tylko żyć da się drogą ulgi w cierpieniu, ale da się tak też malować i rysować. To może być decyzja: nie biorę za pędzel lub za ołówek jak mnie coś bardzo boli, ale wtedy tylko jak czuję natchnienie twórcze, jak życie mnie znów zachwyca, po spotkaniu lub nawet tylko po rozmowie telefonicznej ze wspaniałym człowiekiem (bo wtedy zazwyczaj jakoś jeszcze bardziej chce się żyć), jak jest dobre dzienne światło, jak wiem co i komu chcę poprzez moją twórczość powiedzieć. Ale można też inaczej: tak mnie coś boli, że chcę o tym choć na chwilę zapomnieć, więc "porzucam" ten mój ból i biorę się za malowanie kolejnego obrazu, bo właśnie zauważyłam, że jest świetne światło. Terapia sztuką jednak byłaby w jeszcze innym miejscu: to co mnie boli chcę wyrazić za pomocą nie słów, ale za pomocą jakiegoś obrazka, czyli w centrum mojej uwagi umieszczam mój ból i pracę z tym bólem, a nie malarstwo. To co z tego powstaje na jakimś podobraziu jest efektem ubocznym pracy nad szukaniem przyczyn bólu. Może to być nawet i dobry obraz, ponieważ zdarza się, że osoby, które coś boli są także utalentowane. W malarstwie natomiast przepracowanie jakiś tam bóli osobistych jest tylko efektem ubocznym, ponieważ w centrum uwagi malarza jest namalować dobry obraz.

***

Świat jest dobry (nie tylko ja tak uważam). Trzeba go tylko nauczyć się odnajdywać i zachowywać. Jednookie zabawki, które pewnie niejednego dorosłego są w stanie wystraszyć mogą świadczyć wcale o niejednej sprawie. Np. o tym, że: 1. dziecko próbuje pojąć Opatrzność Bożą, 2. dziecko miało kontakt z jakąś formą hipnozy lub 3. dziecko zostało jakoś namówione do widzenia innego niż normalnie. Kilkuletnie dzieci przecież powinny rysować, malować czy projektować głowonogi z obojgiem oczu. Potem stopniowo odkrywać całego człowieka, ale jedno oko? Dlaczego tylko jedno? Co to tak naprawdę może oznaczać? Zastanawiam się nad tym.

***

Ulgą w cierpieniu, a nie cierpieniem idziemy. Gdybyśmy idąc po śladach Pana Jezusa szli cierpieniem, to rano zamiast wypowiadać Ojcze nasz... i Zdrowaś Mario... trzeba by się np. uderzać w zęby.

20 listopada 2015

Natura jest naturą, a szok wygląda różnie. Po tym co się wydarzyło w ostatnim tygodniu przypomina mi się lekcja jaką dostałam od natury po tym jak niechcący rozdeptałam małego ślimaka. Kolega tego ślimaka przyszedł do niego i patrzył na niego z bardzo dużą uwagą. Nigdy wcześniej nie widziałam „myślącego” ślimaka. Nie sposób było nie pomyśleć, że „zrozumiał” co się stało. Co dopiero my, ludzie, którzy rozumiemy „odrobinę” więcej niż ślimaki. Nic innego nie mamy do roboty, jak jedni drugim pomagać ratować siebie nawzajem i innych, i to na okrągło, i to na wszelkie możliwe sposoby, i to jeszcze wiele dziesiątków lat po tych tragediach, których ludzkość doświadcza przez stulecia. Warto przy tym pamiętać, że na pewno jest taka miłość i łatwo człowiekowi ją znaleźć, która chroni przed przestrzenią zła.

***

Czasem można ratować dobro w tak prosty sposób, że to się wydaje aż niemożliwe. Wystarczy np. uwierzyć, że wulgarne wyrażenia dla wartościowych kobiet są naprawdę trudne do zniesienia, więc jak ktoś postanowi ich nie mówić i faktycznie przestanie, będzie jednym z tych, którzy ratują dobro. Da się też ratować dobro szanując cudzą wrażliwość, której częścią jest np. skromność ubioru. To o tyle ma sens, że bezwstyd wrażliwych niszczy. Po czym to widać? Czasem np. po tym, że wybitnie uzdolniony artysta w młodym wieku zostaje alkoholikiem. Co innego malowanie aktu na artystycznych uczelniach. Uczy się kandydatów i studentów czystego spojrzenia i to - proszę spróbować mi uwierzyć - niebywałej jakości. Takiej jakości, że nikt z w miarę normalnych studentów, ani z w miarę poukładanych modelek raczej nie czuje się ani upokorzony, ani rozebrany i to przez całe swoje studia czy cały czas swojej pracy. Poza tym co można tu dodać? Dopiero w takich warunkach tak na serio w ogóle da się malować, rysować, rozmawiać, żartować i słuchać korekt. Jeśli więc ktoś postanowił nie malować aktów nie musi to oznaczać, że się nimi gorszy, a tylko to, że postanowił ich nie malować, ponieważ zajął się czymś innym, np. malowaniem pejzaży lub nauką innego zawodu.

19 listopada 2015

Nie przypuszczam, aby decyzje czerpania z osiągnięć kultury starożytnej Grecji przez chrześcijaństwo były zdeterminowane nieumiejętnością wymyślenia własnego stylu. Zwłaszcza, że Duch Święty obdarza także darem umiejętności. Myślę, że raczej w każdej tego typu sytuacji (nieniszczącego zaczerpnięcia jakiegoś dobra) to wyraz akceptacji (a nawet jakiegoś roztropnego zachwytu) dla osiągnięć człowieka. Tu potrzeba radości, ponieważ to miłość niczego nie zabiera, ale to co dobre przyjmuje, aby w taki sposób powiedzieć, że coś jest super.

5 i 17 listopada 2015

A czy już ktoś przemyślał sprawę jak się ma ilość naprodukowanych nie tylko plastików, ale też powierzchni tych plastików do powierzchni, która pozostaje jako nie blokująca dostępu powietrza? Bo może problem smogu to nie tylko problem ilości pierwiastków w atmosferze, ale braku przepuszczalności jakiejś plastikowej bariery, czyli może powietrze jest teraz w Krakowie nawet lepsze niż bywało np. w latach 80-tych w sensie składu chemicznego (warto dodać, że mogą już nie być możliwe do zauważenia wpływy tzw. kwaśnych deszczy na rzeźby kamienne, ponieważ coraz więcej z nich jest przesyconych epoksydami), ale może nas przydusza jego mała ilość, ponieważ kiedy nie ma liści to wewnątrz jakiejś przestrzeni ograniczonej barierą jakiegoś plastiku (może niektóre polimery są tak lotne, że je wdychamy?) nie ma co naprodukować nam powietrza. Czyli nie chodziłoby tylko o wzrost temperatury (efekt cieplarniany), ani o wzrost ilości pierwiastków we wdychanym powietrzu (zanieczyszczenie powietrza), ale o jakiś rodzaj plastiku rozprzestrzenionego jego paleniem poza spalarniami (co jest z oczywistych powodów zabronione, ale podobno wciąż się dzieje [a co z plastikiem, który się nie nadaje nawet do spalarni?], w powietrzu w sensie jego powierzchni, która powietrze nam blokuje. Co przeszkadza artystom plastykom, którzy jakoś już bezmyślnie i z przyzwyczajenia wyciskają farby na plastikowe paletki jakoś porzucić te plastiki i malować już tylko gwaszem i akwarelą na dobrym papierze, z pomocą drewnianej lub ceramicznej paletki i pędzlami jednak w drewnianych obsadkach?

17 września i 22 października 2015

Nawrócenie nauczycieli jogi, którzy nie wyrzekli się swojej katolickiej tożsamości może być spektakularnym sukcesem i odkryciem nowego sportu, którego nikt inny nie jest w stanie wymyślić jak tylko oni. Trzeba tylko poszukać takiej pracy z ciałem, która pozwoli ominąć wszystkie asany i jeszcze na dodatek pilates (który - z tego co się orientuję - jest czymś co powstało w wyniku przetworzenia jogi, a więc nie koniecznie byłaby tu gwarancja, że to jest duchowo nieszkodliwe, czyli już na pewno nie obciążone pokusą do bałwochwalstwa) i zrobić coś naprawdę ekstra nie tylko dla zdrowych, ale też dla chorych i potrzebujących rehabilitacji, a nawet dla dzieci. Z nową nazwą, nowymi założeniami. I by było. Jak by się to mogło nazywać? A jest już corping? Jeśli nie, można wziąć tę nazwę ode mnie i próbować. Podpowiedź: to nie asany regulują naturalne cykle kobiecego ciała, ale dobre relacje i szczęśliwa odwzajemniona miłość.

W każdym razie chodzi do pewnego stopnia o wolność. Ale na czym to ona, ta wolność, może polegać? Np. można podejść z wolnością w sercu do jakiejś daty i wybrać sobie dla siebie coś co wydaje się właśnie nam najbardziej wartościowe do naszego nawet co rok pamiętania.

powrót

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

© - malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2017.