malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Nowości: kwiecień-czerwiec 2015

29 czerwca 2015 roku

Nie wiem, może się mylę, ale uważam, że jak trzeba iść pomagać, żeby chrześcijaństwo, które całą swoją tożsamością opowiada się za dobrem, czyli za miłością (nie za pożądaniem, tylko właśnie za miłością w całym jej - dostępnym człowiekowi - pięknie i sensie), za wiarą w Boga, który niczego nie niszczy, a co tylko się da ratuje, który nie morduje, a wskrzesza, to się idzie. To się niesie swoje ręce i swoje nogi jak w czasie zagrożenia powodziowego na wały, żeby je umacniać. Daje się siebie na "ofiarę miłą i Bogu przyjemną", czyli idzie się do seminarium na księdza, do zakonu na siostrę zakonną, do tercjarstwa na świętego świeckiego, do kościoła na Mszę św., do jakiegoś księdza na darmową rozmowę, żeby nie wydać 150 na psychoterapeutę, do sąsiada zrobić dobry uczynek, bo do tego zachęca Kościół itd.. Człowiek nie może się dać zaszczuć, żeby nic nie było widać, bo się wtedy z tego porobi jakiś ohydny okultyzm, czyli coś ukrytego przez zastraszenie, a do tego nam nie wolno dopuścić

22 czerwca 2015 roku

Czasem to co nienazwane okazuje się tak bliskie, że z racji swej natury wymyka się spostrzeżeniom. Tak jest np. w przypadku faktu, który w opisach jest albo niezauważany lub zaniedbywany, a dotyczy (ten fakt)... jajka. Jeśli się doceni... jajko, jego odrębność i samodzielność, nie będzie już większych problemów z przyjęciem do wiadomości faktu, że kobieta "tylko" użycza siebie poczętemu w niej człowiekowi (podczas tego użyczenia najczęściej dochodzi do "przemiany" kobiety w bardzo skomplikowany i żywy system pielęgnacyjny, czyli w... mamusię [to oczywiście nie dzieje się w jednej chwili, a trochę trwa; dla niektórych kobiet efekt tej przemiany jest zauważany dopiero z chwilą, kiedy usłyszą płacz swojego maleństwa; wcale nie wcześniej; i to też ma sens, ponieważ dzięki temu kobieta w ciąży może pozałatwiać te sprawy, na które po porodzie już nie będzie miała czasu, np. w pracy]). W niej, w kobiecie dochodzi do poczęcia, ale to nie kobieta jest wtedy zapłodniona tylko... jajko. Przyjęło się mówić o jajeczkowaniu, ale to jest już coś jakoś wtórnego czy - można też powiedzieć - kolejnego (a wiem co to jest: początek historii, drogi życia tego jajka), ponieważ to jest opis ruchu (a może czynu?) jaki się dzieje w związku z zaistnieniem... jajka. Nie jest to jakiś "wielki wybuch" natury i nowy akt stworzenia (tylko, że w innej skali)? Przecież najpierw nie ma nic, a potem... jajko. A kobieta jak... żywe gniazdo. Potrzebny sakramentalny mąż, bo może na tym m. in. polega siła sakramentu, że dopiero taki mąż z całą pewnością nie pozwoli tego jajka, tych jajek... komuś wykraść.

17 czerwca 2015 roku

Co na pewno może być zrobione lepiej? Np. to: jedna książka może mieć aż kilka dobrych cech. Jak? A tak: jedna książka może być i szyta, i wykonana z bezkwasowego papieru, i mieć nadruk z całkiem sensownej treści. Dlaczego ja znów piszę w taki dziwny sposób? Ponieważ wciąz ucę się nie nazekać. Jak juz myślę, ze umiem, to się zaraz nagle okazuje, ze prawie bęc.

16 czerwca 2015 roku

Tak naprawdę nie można wszystkiego. Nie tylko dlatego nie można, że ktoś na pewno mądry tak mówi, ale dlatego, że wtedy może już być po wszystkim.

***

Myślę, że sprężyny nie są po to, aby je przerabiać na druty chyba, że sytuacja jest wyjątkowo dramatyczna. Ale jeśli nie jest, to sprężyny są po to, aby właśnie działały jak sprężyny. Trzeba kontaktu z ciszą, przebywania w ciszy, umiejętności cieszenia się ciszą, aby w hałasie do niej zatęsknić. Jak się nie zatęskni, to potem jest już tylko inna rzeczywistość. Tu nie chodzi tylko o wierność działaniu sprężyny. Także o to, aby nie ulec pokusie, że się nie da żyć bez zmian w sytuacji, kiedy coś jest na pewno dobre, że ciągle musi być nawymyślane kolejne nowe. Kiedyś już też to było i wtedy nawet zabytki lądowały na śmieciach w imię najnowszej mody, czyli... meblościanki z paździerzy.

***

Zmiany też są dobre, ale wtedy kiedy wskakują na im właściwe miejsce, czyli np. zmiana sakramentalnej żony lub męża nie wchodzi w grę, ale zmiana miejsca zamieszkania jak najbardziej.

13 czerwca 2015 roku

Jak nie być nie fair? Na przykład tak: Nie oczerniać kogoś kto ma tytuły naukowe stwierdzeniami, że nic specjalnego, że język chropowaty, kiedy genialnie prosty i obrazowy, i to po to, żeby jak najwięcej mniej wykształconych mogło choć trochę pojąć to co bez tej prostoty najzwyczajniej niedostępne; docenić brak ozdobników, ogołocenie z wszelkich sposobów uwiedzeń, a jeśli zdrowie pozwala nie powiedzieć nie temu co na pewno dobre; na wszelki wypadek - gdzie się tylko da - porzucić oksymoron, ale nie wpaść w dosłowność; cudzymi projekcjami jednak się nie przejmować, choć potrafią mocno dokuczyć; sińcom i innym zranieniom zapewnić spokojny czas na gojenie.

***

Kiedy ktoś nam mówi: „jesteś super”, to nie trzeba się obawiać i można z czystym sumieniem powiedzieć: „Ty też”. Dlaczego? Ponieważ osoba, która nam powiedziała, że jesteśmy super, zrobiła się super z faktu, że nam to powiedziała. Nie ma tu najmniejszej potrzeby wpakowywać się w zasadę wzajemności.

***

Skale postrzegania rzeczywistości mogą być różne. Usłyszałam dziś jak młoda mama mówiła do swojego dziecka:
- Wiesz? Ale ja dłużej mieszkam w Krakowie od Ciebie, bo mam więcej od Ciebie lat. Ty masz tylko cztery.
No tak, ale jeśli ta mama mieszka w Krakowie całe swoje życie i jej dziecko też całe swoje życie, to i mama i jej dziecko mieszkają w Krakowie zarówno tak jak powiedziała ta młoda mama, jak i tyle samo, czyli całe swoje życie. To jest przykład nie tylko na dwie skale postrzegania rzeczywistości, ale też na dwie racje, i jeszcze na to, jak to jest jak nie ma się na co obrażać.

1 czerwca 2015 roku

Dlaczego synkretyzm jest błędem? Ponieważ próbuje „spawać” to czego się zespawać nie da, czyli np. nie dwa metale, a plastik z metalem. Jeśli się to wie, to można i w tym temacie iść dalej, czyli nie zajmować się przytaczaniem kolejnych dowodów na to, że synkretyzm jest błędem lub finansowaniem doświadczeń, które udowodnią, że to się jednak da zrobić, jeśli nie ma po co. Chyba, że spawanie metalu z plastikiem przyczyni się do np. uratowania umierających dzieci w Afryce lub do czegoś innego, ale w tym stylu. W każdym razie chodzi o to, aby zachować czujność w temacie czy para na pewno idzie w koła, a jeśli w gwizdek, to czy gwizdek gwiżdże z uzasadnionych powodów, bo może tak.

28 maja 2015 roku

Uprzejmie informuję, że obraz pt. „Miara utrzęsiona” nie wytrzymał próby czasu, więc nie jest już do zobaczenia. Tak to właśnie jest z tym moim malarstwem, że musi nie tylko zaistnieć, ale też przejść pozytywnie przez wcale nie jedną ocenę autorki, a potem to wszystko musi wytrzymać próbę czasu. I wtedy dopiero gra.

25 maja 2015 roku

Uprzejmie informuję, że podstrona o nazwie Nowości na dzień dzisiejszy jest moim najnowszym obrazem i nosi tytuł „Miara utrzęsiona”.

10 maja 2015 roku

„Nie można rozdzielać miłości i prawdy” (Ojciec Święty Franciszek, encyklika Lumen fidei, 27).

8 i 28 maja 2015 roku

„Według Biblii centrum człowieka stanowi serce, w którym spotykają się wszystkie jego wymiary: ciało i duch; głębia osoby oraz jej otwarcie na świat i na innych; rozum, wola i uczucia” (Ojciec Święty Franciszek, encyklika Lumen fidei, 26). Dość często bywa tak, że aby zobaczyć ile piękna jest bardzo blisko, musimy najpierw gdzieś wyjechać i nauczyć się je widzieć najpierw w tym co dla nas nowe i zaskakujące. To właśnie te różne koncepcje jedności, które pomagały mi „wydostawać się” w latach młodości z podziału na rozum i serce podobały mi się przed laty w tym co znajdywałam w duchowości Dalekiego Wschodu, ale może to nie była duchowość Dalekiego Wschodu? Jeśli dziś z jogi robi się jakiś fitness, to nie jest to ani joga, ani nawet moja niejoga (moja niejoga jest tym co pozwala uniknąć mnie, jako katoliczce, nawet poza ramami mojej decyzji, aby jogi jednak nie ćwiczyć rodzaju pokusy do bałwochwalstwa, czyli rozpoznanego nie tylko przeze mnie „zaproszenia” do wejścia w inną religię, jeśli już wiem, że „każdy krok Hindusa jest sakralny”, a „nie wiem” czy każdy Hindus jest ochrzczony). Nie wiem co to jest, ale nie wygląda to na ascezę, nie wygląda na modlitwę serca, a nie powinno być jednak fitnessem, ponieważ joga to rodzaj systemu filozoficznego, a więc nie tego co jest komercyjne, tylko co takie nie jest. Po prostu najprawdopodobniej bardzo, bardzo dawno temu, daleko w Azji, ktoś, może nie wspomnę kto, chciał uczynić jakieś dobro i to z miłości do żony, ale było to w czasach jeszcze przed ewangelizacją (w tym zdaniu może by już była odrobina szans na dostrzeżenie jakiejś niewielkiej porcji obiektywności w tym temacie czytelna nie tylko dla katolików), więc narobił tym trochę zamieszania, które to zamieszanie trwa do dziś. Ale może da się kiedyś udowodnić, że na pewno miał dobre intencje? Jeszcze dodam tylko: to co tu napisałam o jodze nie powinno umniejszyć fitnessowi jego, osadzonej w biznesie fair play, dobrej jakości. Nie powinno też umniejszyć jodze, do której cały czas mam szacunek, ale której nie oddaję czci.

***

W różnego typu relacjach może się zdarzyć relacja uzależniająca. Dzieje się to wówczas, kiedy jedna z osób zatrzymuje drugą zadawaniem jej jakiegoś rodzaju cierpienia w chwili, gdy ona chce odejść. Ofiara tego typu sytuacji musi się zmierzyć z wyborem pomiędzy ulgą w relacji (nie odchodzi, ale wtedy też rezygnuje z wolności) lub cierpieniem związanym z odejściem, które nie jest cierpieniem w całości związanym z rozstaniem, ale tym na które w tego typu przypadku nie sposób się nie narazić, ponieważ próba odejścia prowokuje reakcję zadawania kolejnego cierpienia za tę próbę odejścia po to, aby ta osoba znów nie odeszła. Przemoc psychiczna działa w ten sposób, że jak się ktoś tym rodzajem przemocy odwinie, to ofiara ląduje jak po mocnym uderzeniu: gdzieś indziej, np. w innym światopoglądzie. Na początek trzeba to tylko zauważyć. Potem można się zastanowić czy to na pewno jest złe, bo może nie. Niekoniecznie to jest lądowanie w przeciwieństwach. To może być lądowanie np. ze związku żyjącego na tzw. „kocią łapę”, do sakramentu małżeństwa, ponieważ w tym wypadku uderzenie przemocą może dotyczyć dwóch osób i pochodzić od złego ducha. To się może wydarzyć w tych sytuacjach, w których zły duch już tylko dręczy, ponieważ wie, że traci te dusze i znów się przekonuje, że nie on rządzi.

30 kwietnia 2015 roku

Uprzejmie informuję, że moje wpisy na stronie (poza kolumnami po bokach) od dziś znów zmieniają „ton” i będą się odróżniać od wcześniejszych tym kolorem jakim jest „namalowane” to zdanie.

23 kwietnia 2015 roku

Dlaczego moja strona internetowa wygląda tak, a nie inaczej? Ponieważ cały czas zastanawiam się kto może ją czytać i co robić, aby każdy tu znalazł choćby jedno zdanie, które go rzeczywiście zainteresuje, czyli aby nikt nie żałował, że tu zagląda.

***

W piśmie Studia Gilsoniana ukazał się mój artykuł.

21 kwietnia 2015 roku

Czy z całą pewnością brak świadomości czegoś można nazwać nieświadomością? Jeśli czegoś nie ma, to jak może to być?

***

Grzech śmiertelny sam się wyjaśnia martwotą swej „natury”. Trzeba tylko pozwolić mu odejść.

***

Natura nie pozostawia „złudzeń”, że jest dziełem Bożym.

***

Rozróżniam rzecz żywą, rzecz zwykłą i osobę.

***

Filozofia, nie musi się tłumaczyć, gdziekolwiek by się znalazła, bo jest umiłowaniem mądrości.

20 i 30 kwietnia 2015 roku

„Wgląd” w moją kolejną książkę, która wcale nie wiem czy się w ogóle kiedykolwiek ukaże, może być następujący: No bo na czym polega niejoga? Na tym, że człowiek wreszcie zaczyna kochać według dwóch przykazań miłości, czyli wreszcie zaczyna kochać. Tam się kończy joga, gdzie kończy się... egoizm. To odkrycie może się wydarzyć nawet w... asanie, czyli nawet na zajęciach jogi, na jakiejś macie do jej ćwiczeń. Tzw. „terapia gestalt” kończy się w ten sam sposób. Człowiek w końcu odkrywa własną wolność, czyli to, że naprawdę ma wolną wolę. To odkrycie jest egzystencjalnie porażające, ale też i bezcenne (po tym odkryciu człowiek jest prawie natychmiast przygotowany do spowiedzi z całego życia), bo przecież właśnie chrześcijaństwo przekonuje o tym, że człowiek ma wolną wolę. Komu nie wystarcza na ten temat wiara (bo w to, że rzeczywiście zostaliśmy obdarzeni wolną wolą zazwyczaj, czyli w warunkach mniej więcej normalnych, musimy najpierw uwierzyć, żebyśmy byli z tej naszej wolnej woli w stanie skorzystać), ten idzie się przekonać albo na macie do ćwiczeń asan, albo na tzw. „terapii gestalt”, a przypadki najtrudniejsze bywa, że nawet na... wizycie u psychiatry. To przekonywanie się, jeśli dzieje się na macie do ćwiczeń asan lub na tzw. „terapii gestalt” bywa, że bardzo boli. W tym odkryciu jednak naprawdę jest koniec tych dwóch tematów. Nie ma znaczenia czy robisz na zajęciach banana, czy zamierasz w tzw. formie przetrwalnikowej, bo już z wycieńczenia padasz, czy dajesz się przekonać do udawania psa, konia, czy innej jakiejś rzeczy, żeby się potem z Tobą lepiej pracowało, a tylko to 1. kogo słuchasz (w sensie bardzo doniosłym, bo aż w tym sensie: wobec kogo okazujesz posłuszeństwo) i... 2. co robisz z miłością. Nie z miłością erotyczną, tym bardziej nie z miłością własną, ale z tą najpoważniejszą: z miłością agape.

14 kwietnia 2015 roku

Ale co chciałabym wyakcentować w tę tak ważną dla nas, Polaków, dzisiejszą rocznicę? To, co dotarło do mnie w sposób już nie budzący żadnych moich wątpliwości całkiem niedawno, pomimo że znam się na sztuce, na jej historii, nie całkiem źle, dotarło więc do mnie to co zaraz będzie jasne, dzięki lekturze jednego z tekstów o. prof. M. A. Krąpca: nasz Mieszko, przyjmując chrzest, zhołdował Polskę Papiestwu. To oznacza, że nie jest naszą kulturową porażką Kaplica Zygmuntowska w Katedrze na Wawelu jak to niektórzy próbowali mi kiedyś wmówić argumentem, że nas, Polaków, nie stać na własny styl i rzekomo dlatego zaimportowaliśmy osiągnięcia włoskie. To zupełnie nie tak. To jest właśnie nasz styl i to jest nasze osiągnięcie, że ta kaplica tu jest, aż tu jest. Kaplica Zygmuntowska - mówi się o niej, że to "perła renesansu na północ od Alp" - to prawdziwe świadectwo naszych dziejów, naszej historii i naszej... jakości.

powrót

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

© - malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2017.